Ciężki dzień przed nami. Adrian nie chciał iść do szkoły. Popłakał się w sali. Serce mi się ścisnęło ale został.
Inna kwestia to właśnie dziś dowiedziałam się że Tomek jest niedostosowany do bycia w grupie.
Ale od początku.
W szkole Adriana organizowana jest godzina z rodzicami. Każdego poniedziałku rodzice mogą przyjść na godz 13.30 i pobyć z dziećmi w klasie. Jest czytanie bajki, oglądanie zdjęć jakie panie robią dzieciakom ( tak na marginesie ciekawe czemu tych zdjęć nie ma na stronie klasy, na jakiego grzyba ta strona funkcjonuje skoro są 4 zdjęcia z zeszłego roku ) , jakieś prace plastyczne itd.
Przed przerwą semestralną byliśmy na tych zajęciach z Tomkiem. Pytała czy mogę przyjść , nikt nie widział przeszkód.
Zajęcia były fajne. Najpierw pokaz slajdów, później zadania plastyczne. Wyklejanie obrazków , ubieranie misia, wieszanie prania w tym samym kolorze na sznurku do suszenia.
Tomaszek podczas czytania bajki chodził sobie lub leżał na dywanie.
Prace wykonywał według własnego uznania. Przyklejał co mu sie podobało.
Spotkanie uważałam za udane.
A tu zonk. Dziś pytałam panią czy mogę przyjść z Tomkiem bo ostatnio coś tam przebąkiwała że nie.
Nawet nie zapytała dlaczego bo bardzo mnie to zdziwiło i w domu sądziłam że po prostu coś źle zrozumiałam.
Ale nie. Dziś kolejny poniedziałek więc złapałam panią i pytam po raz drugi..
I co usłyszałam ze nie, bo Tomek dezorganizuje grupe.
Noż kurwa!!!
Napisze tak bo ciśnienie mam chyba 200. Jak dezorganizuje?
Co on takiego zrobił?
Rade cudną dostałam żebym sobie babysitter wynajęła.
Niech spada na drzewo stara ropucha, z takimi radami.
Oznajmiłam że Adriana zabieram do domu gdy te zajęcia się zaczynają. Nie będę go zostawiała tam samego jak przychodzi mnóstwo rodziców.
Przecież on dobrze wie że ja w domu siedzę i mogę przyjść. Co mam mu powiedzieć ?
Pani nie chce widzieć w sali twojego brata :(
Przykre to bardzo i baaardzo niesprawiedliwe.
Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz