Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.


Diane Loomans

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Masa solna

Próbowaliśmy swoich sił w nowej technice.
Masa solna jest fajnym materiałem.
Adrian miał frajdę.

Kleiliśmy aniołki, serduszka.
Później wypiekaliśmy- oczywiście przypaliliśmy je (ten piekarnik kiedyś mnie wykończy ).
Na koniec zasiedliśmy do malowania .
Dla Adriana jedynym słusznym kolorem jest mieszanka wszystkich dostępnych kolorów.
Więc proszę się nie dziwić że wszystko jest bure w najlepszym wypadku fioletowe.









sobota, 28 stycznia 2012

Zima, zima, zima, pada pada śnieg....

Do nas też zawitała zima. W piątek wieczorem zaczęły spadać z nieba ogromne płatki śniegu.
Sypało strasznie ale niestety temteratura była zbyt wysoka i co napadało to topniało.
Nasza zima trwała całe 2 godziny.

Ale to nic. Kontakt dotykowy był, zdjęcia są więc zima była :)
Szkoda tylko że nie daliśmy rady wyprubować sanek.









piątek, 27 stycznia 2012

Perypetie szkolne -rozdział 4

Minęło 4 tygodnie uczęszczania Adriana do Nursery.
Bilans wychodzi na plus.
Jest trochę marudzenia rano że on nie chce do szkoły, że nie lubi, że będzie tęsknił ale jak tylko dochodzimy do szkoły, to nie zdąże odwiesić kurtki a jego już nie ma :)
Nawet o buziak i przytulenie muszę się upominać.

Pani go chwali że jest aktywny, że bawi się z dziećmi.
Zjada praktycznie wszystko z LUNCHBOXu ( choć zazwyczaj rano jest marudzenie po co mi to dajesz, nie chcę jeść w szkole).

Przyniósł ze szkoły już pierwsze słowo po angielsku (umie  więcej ale to sam się chwalił)
Wiesz mamo jak dzieci sa niegrzeczne to pani mówi STOPED.
No jest dobrze choć mi nadal serce się kraje.
Tymbardziej że w innych szkołach 3latki chodzą tylko na 3 godzinki a u nas po dwóch tygodniach przedłużyli do 4,5 godziny a od przyszłego Adrian przechodzi już na FULLTIME czyli 6 godzin.

Ale mam powód do dumy bo jako jedyny z grupy styczniowej (dzieci które zaczęły szkołę w styczniu) , przechodzi na FULLTIME.
Walijczycy nie dają sobie jeszcze rady a on który nie zna praktycznie ani słowa po angielsku jest taki dzielny i panie zdecydowały że jest gotowy na kolejny krok.

MÓJ DUŻY , MĄDRY  SYNUŚ!!!

sobota, 21 stycznia 2012

Daty czyli Tomasz w skrócie

Tomasz

20 paździrnik 2016- wypadła dilna lewa jedynka
20 sierpień 2016- wypadł pierwszy ząb, dolna prawa jedynka
28.kwiecień 2014- zaczyna szkołę
20kwiecień 2013-żegnamy pampersy w dzień
 14 styczeń 2013- niewiem kiedy to się stało ale zębów cała buzia. Mamy już wszystkie 1,2,3,4 i nawet górne piątki już się wyżynają
 8 wrzesień 2012- pierwsza świadoma kupka na nocnik
przed 14 marzec - prawa górna czwórka, obie dolne czwórki i prawa dolna dwójka (idą wszystkie na raz)
 gdzieś około 1 lutego- lewa górna czwórka
20 styczeń 2012 - lewa dolna dwójka
6 styczeń 2012 - mam swój pokój
23 grudzień 2011- górna lewa dwójka
30 listopad 2011- - Chodzę
20 listopad 2011- górna prawa dwójka
15 listopad 2011- pierwsze samodzielne kroki
10 październik 2011- koniec ery smokowej
25 wrzesień 2011- górna lewa jedynka
15 wrzesień 2011- górna prawa jedynka
17 lipiec 2011- pierwsza wizyta na basenie
07 lipiec 2011- dolna lewa jedynka
06 lipiec 2011- dolna prawa jedynka
04 lipiec 2011- sam wstaję
08 czerwiec 2001- raczkuję
12 maj 20011- chrzest święty
10 kwiecień 2011- obracam się z brzucha na plecy
15 marzec 2011- obracam sie z pleców na brzyszek
02 listopad 2010- odpadła pępowina
29październik 2010 godz 11.11- urodziłem się

piątek, 13 stycznia 2012

Śpieszmy się kochać ludzi

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski


7miesięcy temu przyszło nam żegnać mojego tatę, 
Jutro minie 13 lat jak nieżyje moja mama 
Wczoraj zmarła babcia Helena.


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Szkolne perypetie- rozdział 3

Rozpoczął się 2 tydzień szkoły.
Adrian chętnie wstał, wszystko szło gładko.
W drodze zaczął marudzić...... że gdzie ta szkoła bo on już tam chce być. :)
Gdy weszliśmy na ogródek-plac zabaw- dopadł go mały smutek.
Pytam co się dzieje a on że nie chce być tu tylko chce iść do środka.

Nie wiem czemu on nie lubi być na zewnątrz z dziećmi.

Weszliśmy a on od razu do sali.
Mówie że musimy najpierw ściągnąć kurtkę i ją powiesić.
Wskazał wygbrany wieszak no i miał troche smutna minkę.
Ale jakoś sprawnie poszło, przytuliłam go, powiedziałam że za niedługo po niego przyjdziemy, że musi dać dziś pieniążka pani za przekąski.

No i poszedł.
Widziałam że podszedł do pani, łapał ją za ręke ale ona była zajęta więc odszedł i krążył po sali.
Oby więcej takich dni :)

środa, 4 stycznia 2012

Perypetie szkolne -rozdział drugi

Poranek powitał nas marudzeniem że on się nie wyspał.
Później poszło gładko.
Były rozmowy że on dziś płakał nie będzie, że będzie sie fajnie bawił.

Moje marzenia rozmyły się z chwilą przekroczenia progu szkoły.
Uwiesił mi się na szyi i powiedział że nigdy w życiu tu nie zostanie, że idzie do domu.
Pani oderwała go odemnie płaczącego i wygnała do domu.
Posłusznie wyszłam , stanęłam za rogiem i w oku zakręciła się łza.

Nie wytrzymałam wróciłam pod drzwi i obserwowałam z ukrycia.

Był płacz ale o 70% mniejszy niz wczoraj.
Siedział na kolanach najmłodszej z opiekunek.

Zaczyna mnie to niepokoić, ładna jest , młodziutka i wczoraj też ona go uspokoiła- czyżbym musiała zacząć zbierać pieniądze  ;p

Płaczu było z 10 minut i poszedł z nią się czymś bawić.
Może to będzie na tyle płaczu w jego wydaniu na dziś.
Nie wiem i się nie dowiem.
Uciekłam stamtąd jak najszybciej- zapisując w głowie obraz bawiącego się Adriana.

 Nie odchodzcie, to jeszcze nie koniec.

Poszłam do domu i żeby równowaga w naturze była pobeczałam się ja.
No kurde smutno mi.
To mój maleńki, wychuchany, wydmuchany synek.
Ledwo to od ziemi odrosło a już do szkoły poszło.
To nie jest czas na obowiązkowe szkoły, przedszkola czy jak by to nie nazwał.

wtorek, 3 stycznia 2012

Perypetie szkolne -dzień pierwszy

No i  nadeszła wiekopomna chwila.
Adrian poszedł do szkoły.
Chętnie wstał, oznajmił jeszcze śpiącemu tacie że już pora iść do szkoły bo to ta godzina.

Od poczatku było ciężko.
W drodze złapała nas wichura z deszczem.
Parasol się złamał, dotarliśmy do szkoły cali mokrzy.
Dobrze że wzięłam mu spodnie na przebranie.
Adrian od razu pochwalił się pani swoimi nowymi butami i ruszył do zabawy, zdziwiony gdzie są dzieci?
No dzieci nie ma bo matka wyciągła dziecko do szkoły o dużo za wcześnie.

Dzieci się schodziły, zabawa trwała w najlepsze.
Był buziak na pożegnanie i obietnica dobrej zabawy.
Sielanka trwała z 5 minut.
Najpierw był nagły skok do drzwi i płacz o mnie, pukanie do tych drzwi( nie widział mnie).
Nikt do niego nie podchodził więc zareagowałam.
Był płacz że on już nie chce, on chce do domu że już wystarczy.
Pani go odebrała mi i nastało 40 minut ryku.
Nie płaczu RYKU!
Wiecznie wskazywał drzwi i płakał.
A ja po drugiej stronie ściany, serce mi się krajało.
Wiedziałam że musze to przetrzymać, że nie mogę teraz reagować.
Ale jednak to mój kochany synek, jak moge pozostawić go z obcymi babami, nieznającego języka.
To było najgorsze 40 minut w moim zyciu.
 Na szczęscie nastała cisza.
Postał chwilkę dłubiąc w nosie i ruszył w stronę komputera.
Tak się kończy ta opowieść.
Postałam jeszcze 10 minut i opuściłam szkołę.
Nie chce widziec co się dzieje.
To jest ponad moje siły.
Wole myślec że już nie płacze i jest dobrze.
Może to samolubne i egoistyczne ale tak mi lepiej.
Brzuch mi się skręca bo chciałabym tam być ale kiedyś musze go spod skrzydeł wypuścić.
Musi być dobrze.

Ciag dalszy nastąpi

DOPISANO GODZ 13

Pobiegłam po Adriana do szkoły.
Przywitał mnie normalnie. Nie było radości ani płaczu- to chyba dobrze.
Wydawało mi się ze ma zapłakane oczy ale ani on ani pani nie potwierdzili że płakał niedługo przed wyjściem.
Opowiadał jak było.

  • Że grał na komputerze a później oglądali bajkę na taaaaaaakim wielkim telewizorze i pili mleko ale on zostawił dużo.



  • Bił dzieci .

To mi sie nie spodobało a gdy powiedział że pani mu kazała lekko się zaniepokoiłam.
Nadal nie wiem co to  ale on bił dziecia a dzieć bił jego (mam nadzieję że to jakaś zabawa) :)


  • Siedzieli w kółku i śpiewali ale on nie umiał i tylko siedział.



  • Płakał bo tęskniła za mną.



  • Jutro idzie do szkoły i już płakać nie będzie.



Poczekamy zobaczymy.

niedziela, 1 stycznia 2012

Podsumowanie

Witamy w Nowym Roku!!!
Życzymy wszystkim dużo pogodnych dni.
Mnóstwa miłości
Spokoju i zdrowia.

Pora pokazać wam jak minęły nam świateczne dni.

Była Wigilia i błogie nicnieróbstwo.












Były sylwestrowe tańce  i oczywiście szampan :)












A teraz regenerujemy siły bo za dwa dni czeka na nas szkoła i praca :)