Ten poród miał być zupełnie inny i był.
Od praktycznie wyjścia ze szpitala z drugim synem śmiałam sie że z trzecim nie zdążymy do szpitala bo coraz krócej nam to idzie i nastawiamy się na poród domowy Mąz śmiał się razem ze mną ale jak taka możliwość stała się realna to kategorycznie odmówił.
Dałam sobie spokój bo najmniej potrzebny był mi w tym momencie niewspółpracujący małżonek.
Zagroził nawet że wyjdzie z domu

Na tydzień przed terminem porodu, na kolejnej wizycie u położnej dostałam propozycję skorzystania z nowo powstałego (1 miesiąc ) Domu Narodzin.
To było to!!!!!!
Mało co się nie popłakałam.
Cudny kompromis między domem a szpitalem.

26 czerwca po południu poczułam pierwsze skurcze ale nie przejęłam sie nimi bo były nieregularne bardzo i rzadkie. Po północy zaczęło sie na dobre ale około 4 wszystko ucichło.
Pod południu znów zaczęły się pojedyńcze skurcze.
Zadzwoniliśmy do teściowej żeby przyjechała do nas na nocy, żebyśmy gdyby coś nie musieli chłopaków budzić.
Około 17 skurcze zaczęły się zagęszczać i regulować. Przed 18 kolejny telefon do teściowej by sie pośpieszyła bo coś się szykuje.
Dzwonie do położnej, nawet nie pyta co ile skurcze tylko kazuje przyjechać. (Podobno w głosie było słychać że to już
)O 18.20 teściowa wchodzi w drzwi a my wychodzimy

18.40 jesteśmy na sali w Domu Narodzin.
Krótka rozmowa z Położną,
Pyta czy chce rodzić w wodzie.
Tak.
Położna wychodzi z sali po dokumenty a mnie powala na kolana kolejny skurcz.
Podnoszę sie na fotel i znów skurcz. Miedzy jednym a drugim zdążyłam tylko ściągać kolejne części garderoby

Woda sie leje a ja mówię że musze przeć.
Położna chce mnie zbadać, wchodze na moment na łóżko, sprawdza i jest 9cm.
Mówie jej że nie będę leżała, niech mi nie pozwoli przeć na leżąco.
Ta do mnie że jeśli nie chcę leżeć to ostatni moment na zmianę.
Po kolejnym skurczy przeczołguje sie na kolana i tak już zostaje.
Położna przynosi kolejną poduszkę by mi było wygodniej i zakręca wodę bo wie że nim woda się naleje to już będzie po

Prę sobie sama, spokojnie, położne nie odzywają się do mnie ani słowem.
Kontrolują tylko postępy.
Szymon wychodząc rozrywa pęcherz płodowy.
Jest 19.05.
Dostaje go w ramiona i leżymy sobie spokojnie. Czekamy aż pępowina przestanie tętnić, mąż ją przecina. Czekamy aż łożysko się urodzi samo.
Położna mnie szyje. Popękałam powierzchownie na bliźnie z poprzedniego porodu.
Położne wychodzą a my leżymy sobie sami we trójkę.
Czas się zatrzymał, Nikt nas nie pogania, nie musimy nigdzie iść.
Młody sobie cycka, my rozmawiamy, dzwonimy po rodzinie.
Wraca położna , waży i ubiera młodego.
Idę pod prysznic.
Możemy za 3 godzinki iść do domu

Postanowiłam jednak zostać na noc na oddziale.
Z wypisu
1 etap 1:55
2 etap 7 minut
3 etap 18 minut
W sumie 2:20
Chwilę po :)
Nasz pokoik :)
Z dumnym tatą :)
zaobrączkowany :p
Spotkanie z braćmi
Jeszcze raz Aniu gratulacje :)
OdpowiedzUsuńMasz wspaniałych chłopców :)
A Szymonek przekochany <3