Adrian przechodził cały tydzień do szkoły i już się rozchorował.
W sobote zaczął gorączkować i kaszleć.
W niedzielę o 14 miał ponad 40 stopni.
Ledwo dołożyłam mu termometr do czoła a już było 40 ( tyle tylko jest na skali).
Wystraszyłam się i umówiłam wizytą u lekarza w szpitalu.
Oczywiście po co umawiać się na godzinę jak i tak 2 musieliśmy tam odsiedzieć.
Gardło czerwone, dał mu antybiotyk i ma być lepiej.
Jakoś nie było.
W środe poszłam do naszej przychodni bo temteratura ciągle wracała.
Nic praktycznie nie jadł, był markotny i płaczliwy.
Lekarka osłuchała powiedziała że infekcja górnych dróg oddechowych, antybiotyku nie zmieni bo przynajmniej 7 dni musi zażywać.
Jak chce to wyśle nas do szpitala :0
No niebardzo chciałam i umówiliśmy się na dzień kolejny na wizytę i wtedy zdecydujemy.
W czwartek było już lepiej.
Adrian nawet sam wołał o jedzenie :)
Więc chyba wreszczie będzie dobrze.
Szkoda tylko że opuścił szkołę bo dziś był St David's Day- były tańce i jakieś zabawy.
PS.
Tomaszek też dostał antybiotyk.
Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz