Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.


Diane Loomans

niedziela, 7 października 2012

Jak niewiele trzeba do szczęścia- nauka przez zabawę

W piątek rozpierała nas energia. Gdy skończylismy obrazek, coś robić trzeba było i....
Postanowilismy pobawić się samochodami ale....
nie takimi zwykłymi a takimi wyciętymi z gazet:)
 Trochę się naciełam ale efekt był zadawalający.

To jest łup z jednej gazety ( wyciełam jakieś 2/3 samochodów)- zastanawiające .
 Gazeta lokalna składa się w 1/2 z reklam samochodów :)

Ale nie o tym miało być.

Korzystając z okazji wplotłam w zabawę trochę nauki.

Adrian segregował samochody pod względem wielkości, koloru, strony w która jadą itp.
Ustawiał je w kolejności od największego do najmniejszego.










Później była zabawa w zamieniani miejscami.
Raz ja zmieniałam kolejność samochodów, raz Adrian.
Szło mu całkiem dobrze z 4 samochodami i kilkoma zmianami.


Następna propozycja to:
Chowamy jeden samochód a druga osoba zgaduje co jest schowane |:)



Na koniec mała modyfikacja: nie chowamy samochodu tylko go obracamy  :)



Tak nie wiele trzeba  by sprawić dziecku radośc i zając go przez długi czas :)

3 komentarze:

  1. dziewczyno ja Cie podziwiam ... tyle cierpliwości...ja nie mam nerwów na takie zabawy ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie mam nerwów :/ juz dawno mi się skończyły.

    OdpowiedzUsuń