Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.


Diane Loomans

wtorek, 3 stycznia 2012

Perypetie szkolne -dzień pierwszy

No i  nadeszła wiekopomna chwila.
Adrian poszedł do szkoły.
Chętnie wstał, oznajmił jeszcze śpiącemu tacie że już pora iść do szkoły bo to ta godzina.

Od poczatku było ciężko.
W drodze złapała nas wichura z deszczem.
Parasol się złamał, dotarliśmy do szkoły cali mokrzy.
Dobrze że wzięłam mu spodnie na przebranie.
Adrian od razu pochwalił się pani swoimi nowymi butami i ruszył do zabawy, zdziwiony gdzie są dzieci?
No dzieci nie ma bo matka wyciągła dziecko do szkoły o dużo za wcześnie.

Dzieci się schodziły, zabawa trwała w najlepsze.
Był buziak na pożegnanie i obietnica dobrej zabawy.
Sielanka trwała z 5 minut.
Najpierw był nagły skok do drzwi i płacz o mnie, pukanie do tych drzwi( nie widział mnie).
Nikt do niego nie podchodził więc zareagowałam.
Był płacz że on już nie chce, on chce do domu że już wystarczy.
Pani go odebrała mi i nastało 40 minut ryku.
Nie płaczu RYKU!
Wiecznie wskazywał drzwi i płakał.
A ja po drugiej stronie ściany, serce mi się krajało.
Wiedziałam że musze to przetrzymać, że nie mogę teraz reagować.
Ale jednak to mój kochany synek, jak moge pozostawić go z obcymi babami, nieznającego języka.
To było najgorsze 40 minut w moim zyciu.
 Na szczęscie nastała cisza.
Postał chwilkę dłubiąc w nosie i ruszył w stronę komputera.
Tak się kończy ta opowieść.
Postałam jeszcze 10 minut i opuściłam szkołę.
Nie chce widziec co się dzieje.
To jest ponad moje siły.
Wole myślec że już nie płacze i jest dobrze.
Może to samolubne i egoistyczne ale tak mi lepiej.
Brzuch mi się skręca bo chciałabym tam być ale kiedyś musze go spod skrzydeł wypuścić.
Musi być dobrze.

Ciag dalszy nastąpi

DOPISANO GODZ 13

Pobiegłam po Adriana do szkoły.
Przywitał mnie normalnie. Nie było radości ani płaczu- to chyba dobrze.
Wydawało mi się ze ma zapłakane oczy ale ani on ani pani nie potwierdzili że płakał niedługo przed wyjściem.
Opowiadał jak było.

  • Że grał na komputerze a później oglądali bajkę na taaaaaaakim wielkim telewizorze i pili mleko ale on zostawił dużo.



  • Bił dzieci .

To mi sie nie spodobało a gdy powiedział że pani mu kazała lekko się zaniepokoiłam.
Nadal nie wiem co to  ale on bił dziecia a dzieć bił jego (mam nadzieję że to jakaś zabawa) :)


  • Siedzieli w kółku i śpiewali ale on nie umiał i tylko siedział.



  • Płakał bo tęskniła za mną.



  • Jutro idzie do szkoły i już płakać nie będzie.



Poczekamy zobaczymy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz